Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy Mikołajki

MIKOŁAJSKI KLUB POEZJI

Nasz klub powstał z myślą o tych, którzy poezję kochają... i piszą... Spotykamy się, by rozmawiać o poezji, czytać własne wiersze.

 Biblioteka Miasta i Gminy Mikołajki

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Dyskusyjne Kluby Książki adresowane są do wszystkich, którzy nie tylko lubią czytać, lecz także rozmawiać o książkach.

 Miejska Biblioteka

SPOTKANIA AUTORSKIE

Od 2003 roku biblioteka systematycznie zaprasza znanych autorów literatury dziecięcej, młodzieżowej oraz dla dorosłych.

 Biblioteka w Mikołajkach

DANE KONTAKTOWE

Biblioteka Publiczna w Mikołajkach

 

 ul. Kolejowa 6,11- 730 Mikołajki
tel. 87 42 16 146

 

KONKURSY

Konkurs roztrzygnięty

Moda na czytanie

"Piękne czytanie to też sztuka" - konkurs

Wzorem lat ubiegłych z okazji Ogólnopolskiego Dnia Głośnego Czytania 3.10.2015 odbył się konkurs czytelniczy „Piękne czytanie to tez sztuka”. Frekwencja dopisała a młodym lektorom towarzyszyli rodzice i dziadkowie, którzy z przyjemnością wysłuchali fragmentów tekstów literackich przygotowanych przez uczestników konkursu.

 

Komisja powołana przez organizatora po wysłuchaniu uczestników konkursu w dwóch kategoriach wiekowych postanowiła przyznać:

 

W kategorii wiekowej klas II – IV szkoły podstawowej

 

I miejsce – Maria Prusinowska

II miejsce – Maja Murach

III miejsce – Hania Mikołajczyk

Wyróżnienie : Kaja Zawalich

W kategorii wiekowej klasy IV - VI szkoły podstawowej

 

I miejsce – Piotr Madej

II miejsce – Maciej Madej

III miejsce – Natan Harasimowicz

Wyróżnienie : Magdalena Bognacka

 

 

Psy, koty i inne zwierzaki

Tradycyjnie jak co roku w miesiącu październiku ogłaszamy konkurs plastyczny, którego adresatem są dzieci, a tematycznie związany ze zwierzętami . Wpłynęło 96 prac wykonanych różnymi technikami plastycznymi. Wykonawcami tych pięknych i pomysłowych prac byli przedszkolaki, uczniowie klas I – III oraz uczestnicy OREW w Mikołajkach. Prace można oglądać i podziwiać na wystawie pokonkursowej w bibliotece.

Komisja oceniła prace w trzech kategoriach wiekowych: przedszkolaki, klasa I-III oraz OREW

I miejsce:

Agata Zakrzewska / PS „Promyczek” w Mikołajkach /
Hanna Bagińska / kl. I Szkoła Podstawowa w Mikołajkach /
Julia Sawicka / kl. III Szkoła Podstawowa w Mikołajkach /
Ada Manowiecka / OREW Mikołajki /

II miejsce:

Wiktoria Lipska / Przedszkole „Bajkowy Domek” w Mikołajkach /
Judyta Emilia Krukowska / kl. I Szkoła Podstawowa w Mikołajkach /
Julia Stypułkowska / kl. III Szkoła Podstawowa w Mikołajkach /
Szymon Szymański / OREW Mikołajki /

III miejsce:

Ala Kulik / PS „Promyczek” w Mikołajkach /
Magdalena Zawilińska / kl. II Społeczna Szkoła Podstawowa w Mikołajkach /
Kacper Gajkowski / kl. III Szkoła Podstawowa w Mikołajkach /
Adrian Michalczyk, Bartosz Dąbrowski, Dominik Szmigiel / OREW Mikołajki /

Wyróżnienie:

Magdalena Obzejta / PS „Promyczek” w Mikołajkach /
Nadia Pirjanowicz / kl. II Społeczna Szkoła Podstawowa w Mikołajkach /
Hanna Mikołajczyk / kl. III Szkoła Podstawowa w Mikołajkach /

Na szczególne wyróżnienie zasługują najmłodsi uczestnicy konkursu – dzieci ze Żłobka „Promyk”
w Mikołajkach.

pytania konkursowe cz.1, 2, 3, 4,5,


Moje podróże po literaturze cz. 5

„Szły najpierw wąską, polną drogą między dwoma łanami żyta, potem przecięły szary ugór i, minąwszy wspaniały dąb, powędrowały wzdłuż pasa zarośli, otaczających płynącą w dole rzekę. Rosły gęsto, zjeżone tarniną, poprzeplatane łodygami jeżyn, tak że nie było sposobu przedrzeć się przez ten zielony mur. Za pryzmą kamieni prowadziła jednak w gąszcz wiadoma załodze ścieżynka, gwałtownie opadająca w dół. Wystarczyło parę kroków – i było się nad wodą.
Zatrzymały się pod okapem zwisających ze zbocza krzewów, z których kapały im na głowę krople wody. Nie czuły tego, zapatrzone w widok, który odsłaniał się ich oczom. Zielone drzewa wyspy, oświetlone jaskrawym słońcem zza chmur, stały nieruchomo na tle granatowego nieba, kładąc jasne cienie na płaszczyźnie wody.

 


"Moje podróże po literaturze" cz. .4

 

„Wszystko było takie nudne, oklepane i beznadziejnie pospolite. Kiedy zaczynała naukę przy Kociej, to właśnie oryginalny, odbiegający od instytucji szkoły wystrój biblioteki zrobił na niej największe wrażenie. Jeszcze dziś pamięta, jak stanęła w progu i z niedowierzaniem patrzyła na ludzi, którzy w najprzeróżniejszych pozycjach zajmowali krzesła, fotele, parapety i grube poduchy na podłodze. W porównaniu z jej starą osiedlową podstawówką to było coś. Sara uśmiechnęła się wtedy na myśl, jakie miny mieliby koledzy z klasy, gdyby zobaczyli tę jej nową szkołę. Chciała ich tu wtedy przyprowadzić „Niech mi zazdroszczą" – myślała. To były piękne czasy, kiedy pragnęła pochwalić się całemu światu, że nareszcie znalazła się w należytym jej miejscu.
Teraz, po trzech latach chodzenia do szkoły na Kociej, nic jej już nie interesowało. Wnętrza wydawały się męczące, bo oryginalność też może znudzić. Nawet szatnie były tu wystylizowane – każda na inny kraj. Jej była meksykańska. Sara nie mogła już patrzeć na sombrera i ręcznie tkane brzydkie dywaniki.
Ich klasa ( o profilu plastyczno – pisarskim ) liczyła tylko siedem osób. Kiedy po raz pierwszy zobaczyła tych ludzi, wydali jej się cudownie wyjątkowi. Dziś już tak nie myślała. Rozejrzała się po bibliotece – byli tu prawie wszyscy.

 

„Czuła, ze przed nią ważny dzien. Nareszcie wyrwie się ze starych kolein, zboczy z drogi, odetchnie świeżym, innym powietrzem. Od dawna nie miała kontaktu z nikim ze starej szkoły, a teraz wiązała z tym ogromne nadzieje. Nadzieje na co? Sama nie bardzo wiedziała, ale czuła się taka poruszona, taka cudownie podekscytowana.
„to będzie coś! Takie spotkanie po paru latach. Ciekawe, czy my się w ogóle poznamy?" – pomyślała i zapominając o tym, że przecież miała teraz marzyć, wyobrażać sobie dokładnie przebieg spotkania, Wyskoczyła z łóżka jak z procy".

 

 

 

"Moje podróże po literaturze" cz.3

 

„ Taka upiorna scenka na przykład:
Mam 7 lat i dwa dyndające warkoczyki. Tornister i granatowy fartuszek z białym, przypinanym na guziczki kołnierzykiem. Wracam ze szkoły do domu razem z koleżankami. Przechodzimy obok przedszkola, w którym kiedyś było nam dobrze. Jest ciepło. Dzieci bawią się w ogródku. Mówimy naszej pani dzień dobry i przychodzi nam ochota, by pohuśtać się na dobrze znanych huśtawkach i poopowiadać naszej pani z przedszkola, jak teraz inaczej jest w szkole. Nie wiem jak długo zatrzymujemy się w ogródku.
     Wracam do domu później niż powinnam. Czas przejścia ze szkoły do domu moja matka wymierzyła na zegarku.
     Wchodzę wesoła i chcę opowiedzieć, jak fajnie było w przedszkolu.
   - Spóźniłaś się – słyszę. – Przyszłaś o całe pól godziny później. Gdzie byłaś?
   Zaczynam się tłumaczyć i drżeć jednocześnie, bo widzę, że matka bierze do ręki pasek ( pamiętam go bardzo dobrze, to był warkocz   pleciony ze skórzanych rzemieni). Każe mi zdjąć tornister i buty. Ciągnie mnie do kuchni na sam jej środek. Chyba gotował się wtedy kalafior, bo gdy teraz odnawiam w pamięci tamten obraz, czuję ten wstrętny zapach … do dzisiaj nienawidzę zapachu gotującego się kalafiora i jeżeli nawet lubię go jeść, to wymyślam różne sposoby, by jego zapach nie rozszedł się po mieszkaniu i nie wnikał w kąty.
   Matka zaczyna mnie bić. Tym rzemieniem. I pyta skandując dobitnie:
- Gdzie-by-łaś-i-le-ra-zy-ci–mó-wi-łam-że–ze-szk-ły-wra-ca–się-pros-to-do-do-mu….
   nie krzyczę, nie wrzeszczę, nie proszę – nie bij mnie, mamo.
- Zaciskam zęby.
Po chwili zaczynam wymiotować.
Matka przestaje mnie bić i zaczyna płakać.
Biegnie do łazienki i przynosi wiadro z wodą i szmatę. Każe mi sprzątać. Sprzątam, choć nie mogę sobie poradzić z wyciśnięciem dużej szmaty. Matka odtrąca mnie i sama wyciera podłogę.
Ciągle płacze.
Kalafior śmierdzi.
Stoję na środku kuchni.
Znowu robi mi się niedobrze i ciemno przed oczami.
Matka siada przy stole, zapala papierosa i mówi:
- Podejdź i przeproś mnie.
Nie ruszam się wcale.
- Podejdź - mówi głośniej i podaje rękę do pocałowania. – Powiedz swojej mamie, że ją kochasz i ze już będziesz grzeczną dziewczynką, która ze szkoły wraca prosto do domu.
Podchodzę. Całuję ją w rękę.
- Kocham ciebie, mamo – mówię.
I wtedy chyba po raz pierwszy myślę, że kiedyś ja zabiję. Jak będę duża.

 

 

 


 

Moje podróże po literaturze" cz. 2

 

„Były takie wieczory, kiedy pamiętam jeszcze ze wszystkimi szczegółami. Raz miałam rysować domy w zeszycie do rachunków. Miały być szerokie na sześć kratek i wysokie na cztery. Jeden dom już skończyłam i wiedziałam dokładnie, jak to trzeba robić, kiedy ojciec usiadł obok. Zapytał, dokąd trzeba rysować następny domek. Ze strachu nie liczyłam kratek, tylko zaczęłam zgadywać. Za każdym razem, kiedy pokazałam złą kratkę, dostawałam w łeb. Kidy już tylko beczałam i w ogóle nie potrafiłam nic odpowiedzieć, podszedł do fikusa. Wiedziałam już, co to znaczy. Wyciągnął z doniczki bambusowy kij podtrzymujący fikus. Potem walił mnie tym bambusem po tyłku tak długo, że aż dosłownie można było warstwami ściągać skórę.

 

   Strach zaczynał się już przy jedzeniu. Jeśli mi coś skapnęło, od razu dostawałam w łeb. Jeśli coś przewróciłam, prał mnie po tyłku. Ledwie miałam odwagę sięgnąć po szklankę z mlekiem. Ze strachu niemal przy każdym posiłku przytrafiało mi się nieszczęście”.

 

 

 


 

 

"Moje podróże po literaturze"  cz. 1

 

„Prawda jest taka, że jestem po prostu brzydulą. Garbata, mam końskie zębiska, gębę całą w krostach, przez skórę widać mi wnętrzności. Ohyda. Nadaję się tylko na eksponat do celów badawczych. Studenci będą się na mnie uczyć, jak wygląda globalna patologia. W zasadzie sama chętnie wskoczę do jakiegoś słoja z formaliną. Jak on mógł tak mi powiedzieć? Program naprawczy… Czy ten człowiek sądzi, że ja nie mam serca? Nie mam uczuć? Jak on by się czuł, gdyby usłyszał coś takiego od obcej osoby? Mógł przecież po WF-ie podejść i wyłożyć kawę na ławę. Wtedy bym to jakoś zniosła. Ale nie! W piątek po lekcjach > dasz się zaprosić>, słodkie oczy… A ja, głupia, już wyobrażałam , że pójdę z nim zimą do Tylicza albo do Korbielowa. On pojedzie, jasne, tylko że z własną dziewczyną. Ciekawe, jak ona wygląda? Może jest szczerbata albo nie ma nogi, żeby mógł ją dobrze rehabilitować? Podła świnia. On i ona. Nienawidzę ich. Nie, nie będę o nich myśleć, nie dam sobie popsuć tego dnia. Nie dam sobie popsuć życia!” – postanowiła, ale nie przekonała samej siebie. Czuła że tam, w tym nieszczęsnym Green Way, stało się coś niedobrego, o czym trudno będzie jej zapomnieć.”